Data: 28 czerwca 1877
Liczba objawień tego dnia: 1
Tego dnia w Gietrzwałdzie:
Przygotowania do uroczystości Świętych Apostołów Piotra i Pawła.
godz.: ok. 21:00
Objawienie: 2 z 185
Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła
Czas trwania objawienia: około 30 min
-
Widzące: Justyna Szafryńska Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: ks. Augustyn Weichsel (proboszcz)
Następnego dnia, 28 czerwca 1877 roku wieczorem zgodnie z poleceniem księdza proboszcza, Justyna wybrała się do Gietrzwałdu na wieczorną modlitwę Anioł Pański.
Po drodze, będąc w Worytach wstąpiła jak zwykle do swoich dalekich krewnych, rodziny Samulowskich, których lubiła odwiedzać i spotykać się tam ze swoją przyjaciółką, o rok młodszą Basią Samulowską. Przy okazji tej wizyty, zapytana dlaczego idzie do Gietrzwałdu, opowiedziała o tym, co ją spotkało poprzedniego dnia i jaki jest powód tej wieczornej wycieczki. Mała Barbara, która zawsze chętnie uczestniczyła w modlitwach i nabożeństwach, wyraziła gotowość towarzyszenia Justynie, wołając: „To ja też tam z tobą pójdę”. Mimo, że mama Basi, rozumna i spokojna kobieta pomyślała, że Justyna coś sobie uroiła, przychyliła się do prośby córki i pozwoliła jej iść z Justyną. Tak więc udały się obie przyjaciółki w drogę w towarzystwie jeszcze jednej koleżanki Franciszki Kozy, która także była wtedy u Samulowskich.
Razem dotarły przed godziną 21:00 do Gietrzwałdu i uklękły w pobliżu klonu, w tym samym miejscu, z którego poprzedniego dnia Justyna relacjonowała ks. proboszczowi swoje widzenie, i rozpoczęły głośno odmawiać piętnaście tajemnic Różańca Świętego. Różaniec odmawiały w sposób zwyczajny, tak jak były do tego przyzwyczajone w domu, czy w kościele podczas nabożeństwa majowego.
W czasie gdy dzieci odmawiały drugą Tajemnicę Radosną Różańca, zabrzmiało dzwonienie na wieczorną modlitwę Anioł Pański i jak opowiadała Justyna, relacjonując już podczas Różańca to co widzi, a bardziej szczegółowo później, odpowiadając na różne stawiane jej pytania: „rozświeciło się nagle drzewo jakoby od błyskawicy w jasnym blasku. Na tym samym miejscu gdzie wczoraj w wieczór ta piękna Pani była, pokazał się pierścień podłużny, świecący, a w nim podczas trzeciej Tajemnicy Radosnej zjawił się pyszny (wspaniały) ów tron już mi znany. Żółtawo przebijał jakoby złoto, a perłami był wysadzany, dwie miał boczne podpory (poręcze) do rąk, a z tyłu wysokie, u góry zaokrąglone podparcie dla pleców. Krótko potem ukazała się (zstąpiła) z nieba postać pięknej Pani pomiędzy dwoma aniołami w bieli ze skrzydełkami jaśniejącymi i w zielono wpadającymi. Pani usiadła na tronie, aniołowie zaś puściwszy jej ramiona, które podpierali (podtrzymywali) w pochodzie, pokłonili się i stanęli po obu stronach.".
Gdy minęło pierwsze uczucie bojaźni i strachu, które ponownie Justynę owładnęło, była w stanie przyjrzeć się dokładniej temu objawieniu.
Na tronie siedziała Pani w postaci niezrównanie pięknej dziewicy w wieku 16 do 18 lat. Niezwykła jasność, jaśniejsza od śniegu, otaczała ją w postaci obłoku. Z niezakrytej głowy spływały silne, długie, jasne włosy przez ramiona i piersi aż do kolan. Uszy były częściowo odsłonięte. Łagodnie pałające oczy były niebieskie, jagody (policzki) oblicza podłużnie zaokrąglonego zdawały się być różano-złotawe, szyja była odkryta aż do wysoko zapiętego rąbka białej, szerokiej, na nogi opadającej szaty. Ramiona zakrywały dobrze przylegające rękawy; biodra okalała biała przepaska; ręce spoczywały ze spokojną godnością na kolanach; z rąk tak samo jak z szyi i stóp rozchodziły się długie na pół łokcia (ok. 30 cm) promienie; na nogach, z których tylko prawą było widać, nie było żadnego obuwia. Cała postać zresztą była wyraźna i miała całkiem określone i pewne zarysy, nie wyglądała jak malowany lub rzeźbiony obraz, ale jak prawdziwie żyjące ciało, różniące się chyba tylko blaskiem i pięknością od zwyczajnej postaci niewieściej.
Cudownie objawiona Pani siedziała przez chwilę spokojnie po czym dwóch aniołów przyniosło z nieba jaśniejące Dzieciątko Jezus ubrane w białą złotem tkaną szatę. Dziecię trzymało w lewej ręce błyszczącą kulę ziemską z krzyżykiem u góry, prawa ręka dzieciątka spoczywała na jego prawym kolanie. Aniołowie posadzili dzieciątko na lewym kolanie czcigodnej Pani, po czym aniołowie wznieśli się do nieba.
Następnie ukazali się dwaj inni aniołowie niosąc koronę złożoną z prześlicznych, wielkich, szerokich obrączek, które swoim blaskiem przewyższały wszystko inne. Gdy się przybliżyli do głowy objawionej Pani umieścili tę koronę ponad jej głową, podtrzymując z dwóch stron jakby zawieszeni w powietrzu.
Nieco później przybył jeszcze trzeci anioł trzymając w prawej ręce wspaniałą laskę, ("pikę", jak mówiła Justyna), ze złocistym kwiatem na końcu, która według opisu mogła oznaczać tylko berło. Anioł ten zajął miejsce za dwom trzymającymi koronę i zawisnąwszy w powietrzu na równej z nimi wysokości trzymał berło nad koroną.
Na koniec nad tymi trzema aniołami zsunął się krzyż błyszczący (wielkości krzyża, który był w tamtym czasie na suficie kościoła w Gietrzwałdzie, lecz bez wizerunku Ukrzyżowanego) i zawisł poziomo na jasnych obłokach.
Na tym zakończyło się całe objawienie. Zmiany następowały zawsze spokojnie na początku każdej kolejnej tajemnicy Różańca. Po odmówieniu przez dzieci wszystkich piętnastu tajemnic Różańca, czyli po upływie mniej więcej pół godziny, całe to zjawisko uniosło się powoli w górę i zniknęło.
Gdy Justyna po zakończonym nabożeństwie bardziej szczegółowo opowiadała ks. proboszczowi Weichslowi co widziała, zaraz po niej zgłosiła się do ks. proboszcza także i Barbara Samulowska, opowiadając mu, że i ona miała widzenie. Basia, w ten sam sposób co Justyna, opisała postać Pani, dziecięcia, aniołów, korony, berła i krzyża. Ksiądz proboszcz, chociaż znał rodziców Barbary jako ludzi rzetelnych, a samą zaś Basię pamiętał z nauki katechizmu jako dziecko szczere i prawdomówne, nie chciał jej jednak uwierzyć i odprawił ją stwierdzając, że to wszystko słyszała od Justyny i za nią teraz powtarza.
Po powrocie do domu Basia opowiedziała całe zdarzenie swoim rodzicom zaręczając uroczyście, iż jest prawdziwe, a ci zgodzili się aby w kolejnych dniach także towarzyszyła Justynie.