Data: 10 sierpnia 1877

Liczba objawień tego dnia: 3

Tego dnia w Gietrzwałdzie:

Uroczystość świętego Wawrzyńca.


godz.: rano po Mszy Św.

Objawienie: 79 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.


godz.: w południe ok. 12:00

Objawienie: 80 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.


godz.: ok. 21:00

Objawienie: 81 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Szczegółowe informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.
Wiadomo jedynie, że podczas tego objawienia Matkę Bożą otaczał nadzwyczajny blask.


Inne wydarzenia tego dnia

10 sierpnia 1877 r. miały miejsce w Gietrzwałdzie szczególne wydarzenia dotyczące najpierw samej Justyny Szafryńskiej, a kolejnego dnia także Barbary Samulowskiej.

Po porannej modlitwie różańcowej Justyna nie wróciła, tak jak powinna i zwykle robiła prosto do domu gospodarza Grossa z Gietrzwałdu, pod opieką którego przebywała od początku objawień. Wstąpiła po drodze do krawcowej Barbary Hennig, która szyła dla Justyny kurtkę (lub żakiet) i wykorzystała okazję aby Justynę zaprosić do siebie do domu i wypytać się ją o objawienia. Według jednego ze źródeł, w tym domu mieszkała krawcowa Katarzyna Hennig razem z matką (także krawcową) i obie szyły też suknię dla siostry Justyny, więc najprawdopodobniej Barbara Hennig, która szyła dla Justyny była matką Katarzyny Hennig i to właśnie one obie zaprosiły Justynę do swojego domu, żeby wypytać ją "o to i owo".

Młoda wizjonerka tak relacjonowała to wydarzenie: "Było to 10 sierpnia tego roku, gdy poszłam do Barbary Hennig tutaj we wsi, która szyła mi kurtkę/żakiet. Czułam się źle - było to po porannej modlitwie różańcowej - a Hennig zaprosiła mnie, żebym odpoczęła na jej łóżku. Zasnęłam i zostałam obudzona, gdy wydawało mi się, że ktoś chwyta mnie za ramię. Przy przebudzeniu zobaczyłam nad sobą unoszące się objawienie, które bez mojej interwencji kazało mi odtąd zawsze tam przychodzić. Podczas tego widzenia leżałam na łóżku".

Warto zwrócić uwagę, że Justyna była w tym czasie zdrowa i nie miała oznak jakiejkolwiek choroby, a mimo tego przebywając w domu krawcowej nagle poczuła się słabo. Podczas tego niespodziewanego widzenia Justynie ukazała się postać Najświętszej Panny w ten sam sposób co zawsze, ale u nóg tej postaci było sześć trumien, z których jedna była oznaczona jako trumna Justyny. Dziewczynce zdawało się także, że zanim widzenie zniknęło usłyszała jeszcze wezwanie: "Przychodź tu zawsze".

Tego dnia Justyna nie opowiedziała o tym zdarzeniu ani ks. proboszczowi Weichslowi, ani Basi.