Data: 1 lipca 1877

Liczba objawień tego dnia: 1

Tego dnia w Gietrzwałdzie:

Dzień przystąpienia dzieci do Pierwszej Komunii Świętej.


godz.: ok. 21:00

Objawienie: 5 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: około 30 min

Niedziela 1 lipca 1877 r. była w parafii w Gietrzwałdzie dniem przystąpienia dzieci do Pierwszej Komunii Świętej i tego dnia Justyna Szafryńska także z radością przyjęła ten sakrament.

Wieczorem, tak jak to robiła w ostatnich dniach, przyszła pod klon na to samo miejsce co zawsze aby odmówić Różaniec. Ponownie podczas modlitwy miała widzenie - takie same jak poprzedniego dnia: piękna Pani była sama i siedziała na tronie otoczona nieziemskim blaskiem.

Wypełniając polecenie ks. proboszcza, który poprzedniego wieczoru nakazał zarówno Justynie jak i Barbarze, żeby w niedzielę, kiedy widzenie im się ponownie pokaże, spytały Panią kim ona jest i czy chorzy przychodzić mają, Justyna podczas objawienia zapytała: „Kto Ty jesteś?” i usłyszała odpowiedź: „Jam jest Najświętsza Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta”. Chciała też zadać pytanie co do chorych, jednak nie zdołała tego zrobić bo widzenie zaraz po tej pierwszej odpowiedzi zniknęło.

Po zakończeniu Różańca Justyna jak zwykle zdawała relację ks. proboszczowi i z radością przekazała mu odpowiedź otrzymaną od Niepokalanej. Jednak Barbara przyszła do proboszcza z płaczem mówiąc, że tego wieczoru nic nie widziała, tylko jasność dookoła drzewa. To utwierdziło ks. proboszcza w przekonaniu, że Barbara wprawdzie mówi prawdę, ale jej widzenie jest raczej urojeniem albo przynajmniej jest bez znaczenia.

Gdy zapłakana Basia wróciła do domu, ze łzami opowiadała rodzicom, że nie widziała tym razem ubranej na biało, jaśniejącej Pani. Wyrzucała sobie przy tym, że może się źle modliła lub jakieś inne wykroczenie popełniła. Rodzice, którzy całym sercem kochali swoją córeczkę - zawsze wesołą, posłuszną i dobrą - litowali się serdecznie nad nią, i ta, szczęśliwa niedawno jeszcze rodzina, ze smutkiem udała się tego wieczoru na spoczynek, ponieważ nie dało się Barbary niczym pocieszyć.