Data: 2 lipca 1877
Liczba objawień tego dnia: 2
Tego dnia w Gietrzwałdzie:
Uroczystość Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.
godz.: nieznana (w nocy z 1 na 2 lipca)
Objawienie: 6 z 185
Miejsce objawienia: w domu Samulowskich
Czas trwania objawienia: nieznany
-
Widzące: Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: Karolina Samulowska (mama Barbary)
Poniedziałkowy poranek 2 lipca 1877 r. rozpoczął się w domu Samulowskich dość zaskakująco: mama Basi spostrzegła, że córka, która wczorajszego wieczoru była bardzo smutna, jest od samego rana wesoła i pełna energii. Zaciekawiona zapytała Basię o przyczynę tej zmiany nastroju. „O mateczko”, odpowiedziała Barbara, – „nie mówcie nic, Najświętsza Panna tu u mnie była”. „Którędy ona tu weszła, czy przez drzwi?" zapytała matka. „O nie”, – odpowiedziała Barbara, – „tak przyszła, jak na drzewie; od razu tu była. Siedziała na swym zwykłym tronie przy moim łóżku. Zapytałam ją, jak mi polecono, kto ona jest? a ona odpowiedziała: „Ja jestem Niepokalanie Poczęta”. Gdy jeszcze więcej pytać się chciałam, rzekła: „Nie smuć się, moja córeczko”, – po czym powstała jak zwykle z tronu, i wszystko naraz znikło”.
Mama Basi, której łóżko stało w odległości tylko kilku stóp (1-2,5m) od łóżeczka córki, przypomniała sobie wtedy, że poprzedniego wieczoru, zaraz po tym gdy się położyła i gdy jeszcze czuwała przy zapłakanej córeczce, słyszała głośno i wyraźnie wypowiedziane w niepojęty sposób słowa: „Niepokalanie Poczęta”. Ona też bardzo się tym ucieszyła, tym bardziej, gdy uprzytomniła sobie, że tego dnia przypadała uroczystość Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Mama Basi właśnie w tym dniu kończyła swoją nowennę (dziewięciodniowe nabożeństwo) ku czci Matki Boskiej, podczas której z dziecinną prostotą zapraszała Ją, aby za niegościnność doznaną w Betlejem w dzień Bożego Narodzenia raczyła odwiedzić jej dom.
Barbara odmawiała razem z mamą modlitwy podczas tej nowenny i starała się dodatkowo aby to ich domowe nabożeństwo odprawiane było rzetelnie i jak najuroczyściej. Ponieważ róże w doniczkach i w jej ogródku jeszcze nie rozkwitły, Basia szukała w okolicy i zbierała dzikie róże, aby przyozdobić nimi obraz Matki Bożej, przed którym modliła się wspólnie z mamą. Przyniosła także mamie swoje oszczędności - monetę o nominale 5-ciu fenigów, którą kiedyś otrzymała, aby kupić za to olej do lampy, która płonęła przed obrazem Matki Boskiej podczas ich domowego nabożeństwa.
Tego dnia rodzice i dziecko nie posiadali się więc z radości, że Najświętsza Maryja Panna na zakończenie ich rodzinnej nowenny objawiła się łaskawie w ich domu.
Gdy później w trakcie dnia Barbara opowiedziała ks. proboszczowi całe zdarzenie, jakie miała w nocy Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, ten pomimo, że nadal nie dowierzał w jej opowiadanie, uważał jednak za swój obowiązek pilnie obserwować jej dalsze zachowanie i poddać ją próbie, która pozwoliłaby uwiarygodnić jej relacje.
Zarządził więc aby odtąd odmawiała Różaniec Święty na miejscu, z którego ani nie będzie widzieć Justyny, ani nie będzie mogła się z nią porozumiewać. Ksiądz proboszcz obu dziewczynkom potem osobno wyznaczał pytania, które miały zadawać Matce Boskiej podczas objawień, a otrzymane odpowiedzi przy świadkach każda z nich niezależnie mu relacjonowała.
Jak się jednak okazywało ich relacje oraz odpowiedzi Niepokalanej, które przekazywały były ze sobą zgodne (z wyjątkiem jednej sytuacji, która będzie później opisana).
godz.: ok. 21:00
Objawienie: 7 z 185
Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła
Czas trwania objawienia: około 30 min
-
Widzące: Justyna Szafryńska Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: ks. Augustyn Weichsel (proboszcz)
2 lipca 1877 r. wieczorne odmawianie przez dziewczynki Różańca (rozpoczynane jak zwykle o godz. 21:00 gdy dzwoniono na Anioł Pański) było zorganizowane nieco inaczej. Zgodnie z zarządzeniem ks. proboszcza Justynę i Barbarę ustawiono w taki sposób aby obie dziewczynki nie mogły się podczas tej modlitwy widzieć ani nie miały możliwości wzajemnego porozumiewania się.
Objawienie przebiegało tak samo jak dnia poprzedniego: Niepokalanie Poczęta ukazała się sama z jasnymi, długimi po pas, rozpuszczonymi włosami, siedząca na złotym tronie wysadzanym perłami.
Ponieważ wielu chorych z nadzieją na uzdrowienie zaczęło przybywać do Gietrzwałdu lub się zgłaszać, dziewczynki otrzymały polecenie, aby się zapytać: Czy chorzy będą tu (w Gietrzwałdzie) uzdrowieni? Piękna Pani odpowiedziała: "Później".