Data: 6 września 1877

Liczba objawień tego dnia: 3

Tego dnia w Gietrzwałdzie:

Podczas wszystkich objawień dr August Dittrich prowadził badania lekarskie wizjonerek.


godz.: rano po Mszy Św.

Objawienie: 160 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.

Wiadomo jedynie, że podczas objawień, w trakcie których prowadzono badania lekarskie wizjonerek Matka Boża była bardzo smutna.


godz.: w południe ok. 12:00

Objawienie: 161 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.


godz.: ok. 21:00

Objawienie: 162 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.


Inne wydarzenia tego dnia

6 września 1877 roku przebywający w Gietrzwałdzie od poprzedniego popołudnia lekarz dr August Dittrich z Dobrego Miasta kontynuował podczas każdego objawienia badania medyczne wizjonerek.

Jak relacjonowali świadkowie tych badań, lekarz: "wyginał im członki na wszystkie strony", "wpychał palce jakby chciał wygnieść im oczy", "obracał im głowy to w prawą to w lewą stronę", "kłuł ręce szpilką, szarpał szyję i plecy obcęgami", "tarł palcem źrenicę".

Według sporządzonego przez niego pisemnego raportu przebadał zarówno Justynę i Barbarę jak i dwie starsze widzące (wdowę Bilitewską i pannę Wieczorkównę). Stwierdził, że wszystkie są zupełnie zdrowe, ale wykazują podczas objawień "szczególniejsze zjawisko w dziedzinie prawidłowego ruchu (Motilitätssphäre)".

Dr Dittrich stwierdził, że u wizjonerek w trakcie objawienia:

  • kurczliwość mięśni na powierzchni ciała zupełnie ustawała;
  • drażnienia, wywołujące zwyczajne reakcje odruchowe jak ukłucia igłą aż do kości, czy szczypanie skóry nie powodowały żadnej reakcji;
  • ramiona po ich podniesieniu i pozbawieniu podparcia zawsze opadały bezwładnie pod własnym ciężarem;
  • w mięśniach kadłuba czucie w części tylko ustawało, bo gdy wyginał ciało będące w klęczącej postawie w tył, zauważył ślady napięcia tych mięśni;
  • w mięśniach kręgosłupa i w szyi czucie pozostawało zwyczajne, bo gdy odwracał wizjonerkom głowę podczas objawienia w inną stronę, głowa zawsze wracała do pozycji skierowanej w stronę objawienia;
  • mięśnie oczu pracowały zwyczajnie, bo gałki oczne utrzymywały zawsze ten sam kierunek i nawet przy obracaniu głowy kierowały się w stronę objawienia;
  • powieki pracowały normalnie i od czasu do czasu bardzo powolnie mrugały;
  • źrenice oka nie reagowały na bezpośrednie świecenie (nie zmniejszały się pod wpływem światła);
  • powieki nie reagowały na dotykanie gałek ocznych i drażnienie źrenic (powieki przy takim badaniu nie zamykały się, a mruganie powiek było niezależne od dotykania gałek ocznych i drażnienia źrenic);
  • oddech był spokojny, nie przyspieszony ani nie spowolniony;
  • puls był regularny (tylko u wdowy Bilitewskiej jeden raz słabo wyczuwalny).

Był to ostatni dzień badań lekarskich prowadzonych przez dr Dittricha, ale w następnych dniach kolejni lekarze przeprowadzali badania wizjonerek (i to jak się wydaje nie mniej dotkliwe niż badania przeprowadzone przez dr Dittricha).

Warto także zwrócić uwagę, że badania i próby z dziewczynkami przeprowadzane były podczas różnych dni objawień także przez osoby nie będące lekarzami. Szczególnie badania wizjonerek podejmowane przez obecnych w Gietrzwałdzie księży były tak liczne i "gruntowne", że wszystkim, którzy to widzieli aż żal było tych niewinnych dziewczynek.

Jeden z profesorów zamkniętego seminarium duchownego w Pelplinie – ks. Rosentreter – nie tylko eksperymentował przy oczach i szczypał Barbarę Samulowską podczas objawienia, ale i kilka razy tak silnie ukłuł ją igłą, że miejsca ukłucia zaczęły dość obficie krwawić. W trakcie objawienia Basia na to zupełnie nie reagowała, za to zaraz po objawieniu i ustaniu zachwycenia, natychmiast chwyciła się za zranione miejsce z widocznym objawem bólu na twarzy.

Nie dziwiła także reakcja na to Karoliny Samulowskiej – mamy Basi, która z oburzeniem skarżyła się, że jej dziecko "mordują". Gdy później Karolina Samulowskia dowiedziała się jeszcze, że pewien pan, stojący przy jej córeczce jest lekarzem i ma polecenie aby doświadczać i badać Basię podczas objawień, to z przerażania zemdlała.