Data: 7 września 1877

Liczba objawień tego dnia: 3

Tego dnia w Gietrzwałdzie:

Kolejni dwaj lekarze przeprowadzali badania wizjonerek podczas objawień.


godz.: rano po Mszy Św.

Objawienie: 163 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: 6 do 8 min.

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.

Wiadomo, że 7 września 1877 roku, ale nie wiadomo, podczas którego objawienia Justyna Szaryńska i Basia Samulowska zadały Niepokalanie Poczętej pytanie: czego sobie życzy od duchowieństwa warmińskiego?. Matka Boża odpowiedziała: „Kapłani powinni gorliwie modlić się do Najświętszej Panny, wtedy Ona zawsze będzie przy nich”.

Podczas objawienia porannego oraz po jego zakończeniu kolejny lekarz, dr Poschmann z Ornety przeprowadzał badania wizjonerek. Matka Boża była w tym czasie bardzo smutna.


godz.: w południe ok. 12:00

Objawienie: 164 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: 2 do 3 min.

Ks. proboszcz Weichsel polecił wdowie Bilitewskiej ponownie poprosić Matkę Bożą podczas południowego objawienia o pobłogosławienie źródełka, jednak także i tym razem Niepokalanie Poczęta odpowiedziała: "Później".

Podczas objawienia południowego do dr. Poschmanna z Ornety dołączył dr Sonntag i wspólnie przeprowadzali badania lekarskie wizjonerek. Matka Boża była w tym czasie bardzo smutna, a samo objawienie trwało krócej niż zwykle (Matka Boża "jakby przechodząc i błogosławiąc zniknęła").


godz.: ok. 21:00

Objawienie: 165 z 185

Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła

Czas trwania objawienia: nieznany

?


Informacje i raporty dotyczące tego objawienia nie zostały upublicznione.


Inne wydarzenia tego dnia

7 września 1877 roku podczas porannego objawienia kolejny lekarz, dr Poschmann z Ornety przeprowadzał badania wizjonerek. Podobnie jak dzień wcześniej dr Dittrich zbadał puls oraz temperaturę ciała wszystkich czterech widzących i sprawdzał odruchy podczas objawienia. Wynik tych badań były analogiczne jak dr. Dittricha. Dodatkowo dr Poschmann zakropił każdej wizjonerce jedno oko kroplą atropiny aby sprawdzić czy wywoła to spodziewane rozszerzenie źrenicy - nie było takiej reakcji, jednak czas trwania objawienia był na tyle krótki, że brak reakcji mógł wynikać ze zbyt krótkiego odstępu czasu od podania atropiny. Kilkanaście minut po zakończeniu objawienia, gdy wszytki osoby widzące wróciły już po modlitwie na plebanię, zakropione oczy miały wyraźnie widoczną rozszerzoną źrenicę.

Po badaniach dziewczęta się skarżyły, że ich „plecy mocno bolą“ i że ich oczy, „mocno bolą, gryzą, szczypią“, a przez oko zakropione atropiną widzą otaczające je przedmioty tak jak przez grubą mgłę. Jak relacjonowali świadkowie, rzeczywiście każda z wizjonerek miała jedno oko bardzo opuchnięte i zaczerwienione, a źrenica tego oka była bardzo rozszerzona "przez co wyraz ich twarzy stał się nadzwyczaj ponury i nader niemiły".
Matka jednej z dziewcząt żaliła się też, że przez takie badania mogą jej córce uszkodzić oko bądź nawet ją oślepić.

Gdy dziewczynki i starsze widzące były już po porannym objawieniu na plebanii dr Poschmann przeprowadził dodatkowo z każdą z nich wywiad lekarski dotyczący także występowania chorób u ich bliskich. Ostatecznie tak podsumował swoje badania: "Ja wypowiadam moje zdanie także, że cztery osoby przeze mnie badane na ciele i umyśle zupełnie są zdrowe, że w rodzinach tychże nie było żadnych chorób umysłowych ani nerwowych, lecz że podczas klęczenia na grobie występowały u nich objawy – umniejszenie uderzeń pulsu, zimno w rękach i ramionach, zapadnięcie twarzy, mdły wzrok – objawy, które z fizjologią pogodzić się łatwo nie dadzą".

Fragment relacji z czasopisma Pielgrzym nr 113 z 4.10.1877 roku, opisującej wydarzenia w Gietrzwałdzie.

Tego dnia przed południem do Gietrzwałdu przybył także trzeci lekarz dr Adolf Sonntag z Olsztyna, który w tamtym czasie pełnił funkcje królewskiego radcy zdrowia i chirurga powiatowego. Był on wyznania ewangelickiego, a według opinii, jakie pojawiały się w tamtym czasie, był także masonem i przybył do Gietrzwałdu z mocnym postanowieniem wykrycia oszustwa. Dr Sonntag przywiózł ze sobą narzędzia lekarskie opisywane jako "straszliwe", "na których widok drżały ze strachu matki i świadkowie". Podobno odgrażał się też, że będzie badać i doświadczać wizjonerki przez kolejne 14 dni.
Gdy więc 7 września jeszcze przed południowym objawieniem dr Sonntag rozpoczął badanie wizjonerek, wszystkie były bardzo tym zestresowane. Gdy zbliżała się pora wyjścia pod klon na Różaniec, dziewczynki były już tak przerażone na myśl o "męczarniach" jakie ich czekają ze strony dr. Sonntaga, że jak sam lekarz pisze w swoim raporcie: "zanoszące się od płaczu wyniesiono je raczej, niż wyprowadzono przez pokoje probostwa".

Już pod klonem po rozpoczęciu objawienia dr Sonntag przeprowadził test z obracaniem głów wizjonerek podczas widzenia i uzyskał ten sam efekt jak poprzedni lekarze: głowa zawsze wracała w pozycję w stronę objawienia i tam też zwrócone były cały czas gałki oczne.

Kolejne jego badania nie potwierdziły jednak wcześniejszych obserwacji innych lekarzy. Dr Sonntag napisał w swoim raporcie, że: "gałki oczne i powieki były za dotknięciem bardzo czułe i że źrenice w oczach nie nakropionych atropiną, gdy je zamknięto i prędko otworzono, na blask słońca w sposób uderzający się wzdrygały (reagowały) ścieśniając się". Również badanie na odczuwanie bólu dało inne rezultaty, dr Sonntag tak to opisywał: "ukłułem Szafryńską dwa razy igłą w lewe ramię. Jeżeli już za pierwszym ukłuciem ściągnęła twarz od bólu i skurczyła się, to przy drugiem daleko wyraźniej skutek ten się pokazał. Dziecko wygięło się całkiem na lewą stronę i spojrzało na mnie z nieukontentowaniem, także zastawiało się lewym ramieniem broniąc się." i w dalszej części raportu: "Także Samulowską ukłułem igłą w lewe ramię, na co i ona również wyraźnie, jak Szafryńską, boleść okazała".

Rezultaty badania wykonanego podczas objawienia przez dr. Sonntaga, odmienne od wyników badań innych lekarzy, nie pozwalały jednoznacznie potwierdzić u wizjonerek odmiennego stanu fizycznego podczas widzenia, a co gorsza stały się podstawą dla wielu osób do kwestionowania prawdziwości objawień gietrzwałdzkich. Jest jednak jeden problem z tymi badaniami, który należy uwzględniać: objawienie południowe, w trakcie którego dr Sonntag badał wizjonerki trwało bardzo krótko: ok. 3 minuty. Przeprowadzenie w takim czasie nawet u jednej z widzących wszystkich opisywanych przez dr. Sonntaga badań wydaje się mało prawdopodobne, co dodatkowo może potwierdzać zapis w raporcie dr. Poschmanna, który był w tym czasie tuż obok: "gdy p. dr Sonntag najmłodszą dziewczynkę ukłuł mocno igłą w lewe ramię, toż mocno w lewym ramieniu zadrgnęło, ale czy to zadrgnięcie nastąpiło jeszcze podczas objawienia, czy po takowym, tego zaręczyć nie mogę". Nie ma żadnej pewności, że dr Sonntag wykonał całą swoją serię badań w trakcie widzenia, a nie tuż po jego zakończeniu gdy wizjonerki wróciły już do stanu zwykłego odczuwania bodźców. On sam widząc tego typu sytuację pierwszy raz nie znał zachowań wizjonerek podczas poprzednich widzeń, na co wskazuje zapis w jego raporcie: "Katarzyny Wieczorek nie mogłem niestety przy krótkości czasu i ponieważ ona najdalej ode mnie siedziała, badać, lecz mogę zaręczyć, że i ona nie znajdowała się w zupełnym odrętwieniu, gdyż widziałem, jak ruszała palcami, w których różaniec trzymała" - z dokładnych obserwacji wcześniejszych objawień wiadomo, że na czas widzenia wizjonerki zatrzymywały przesuwanie koralików różańca i wznawiały to przesuwanie od właściwego miejsca już po zakończeniu widzenia.

Fragment relacji z czasopisma Pielgrzym nr 110 z 27.09.1877 roku, opisującej wydarzenia w Gietrzwałdzie.

Jeszcze dziwniejsze było zachowanie dr Sonntaga po tym badaniu i objawieniu, otóż mimo wcześniejszych zapowiedzi nie został nawet na kolejne wieczorne objawienie tylko wyjechał z Gietrzwałdu odmawiając kontynuowania badań mimo, iż obecni księża kilkakrotnie go do tego wzywali. Odchodząc po południowym objawieniu miał udać się na plebanię i "zażądać czegoś mocnego do picia" oraz powiedzieć: „Mam już dość - nie czuję się dobrze".

Tak zakończyły się w Gietrzwałdzie badania lekarskie wizjonerek, z których raporty były uwzględniane podczas późniejszego oceniania i zatwierdzania objawień Matki Bożej.