Data: 8 września 1877
Liczba objawień tego dnia: 4
Tego dnia w Gietrzwałdzie:
Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny - uroczyste, modlitewne oczekiwanie ponad 50 tysięcy pielgrzymów na zapowiadane zakończenie objawień.
godz.: rano po Mszy Św.
Objawienie: 166 z 185
Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła
Czas trwania objawienia: ok. 10 min.
-
Widzące: Justyna Szafryńska Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: ks. Augustyn Weichsel (proboszcz) ks. Franz Hipler
8 września 1877 roku ok. godziny 8 rano przybyły na plebanię wszystkie cztery widzące: Justyna Szafryńska, Barbara Samulowska, Katarzyna Wieczorkówna i Elżbieta Bilitewska, aby stamtąd wspólnie udać się jak zwykle na poranną modlitwę różańcową.
Objawienie przebiegało tak jak zazwyczaj, z tym że, jak zgodnie zapewniały widzące po objawieniu, Matka Boża jeszcze nigdy nie była tak wesoła jak tego dnia i że nadzwyczaj licznie towarzyszyli Jej aniołowie, którzy prześlicznie śpiewali do nieziemsko pięknej muzyki. Dwóch aniołów prowadziło Ją za ręce do tronu, reszta zaś otaczała Ją klęcząc ze złożonymi rękami u Jej stóp oraz po obu Jej stronach, aż do wysokości szyi.
Ponadto wdowa Bylitewska oświadczyła, że Najświętsza Panna sama z siebie podczas tego objawienia poleciła jej przekazać ks. proboszczowi Weichslowi, że jeżeli pragnie, aby źródełko zostało w tym dniu pobłogosławione, ma on polecić wizjonerkom, aby taką jego prośbę przekazały na objawieniu podczas Różańca Św. odmawianego w południe. Gdy to życzenie zostanie wyrażone, wizjonerki i obecni księża mają przed wieczornym Różańcem Św. zebrać się przy źródełku, które w ich obecności Matka Boża pobłogosławi.
godz.: w południe ok. 12:00
Objawienie: 167 z 185
Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła
Czas trwania objawienia: ok. 10 min.
-
Widzące: Justyna Szafryńska Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: ks. Augustyn Weichsel (proboszcz) ks. Franz Hipler
Objawienie południowe odbyło się o zwykłej porze, choć ze względu na ogromny tłum pielgrzymów tłoczących się wokół kościoła, na cmentarzu przykościelnym i przy klonie, dotarcie wizjonerek razem z procesją i duchownymi na samo miejsce objawienia było tego dnia dużym wyzwaniem.
Także i tym razem Niepokalanie Poczęta objawiła się bardzo radosna, otoczona zastępami śpiewających Jej aniołów i błogosławiła licznie zgromadzonych pielgrzymów łaskawie się uśmiechając.
W trakcie tego objawienia, które miało zwykły przebieg, wdowa Bilitewska przekazała Matce Bożej ponowną prośbę ks. proboszcza Weichsla o pobłogosławienie źródełka. Niepokalanie Poczęta przychyliła się do tej prośby i powiedziała, że pobłogosławienie nastąpi wieczorem o godzinie dziewiętnastej, a w czasie tego błogosławieństwa ma być odmówiona Litania Loretańska. Jednocześnie Matka Boża poleciła, żeby tylko cztery wizjonerki oraz wszyscy obecni księża zgromadzili się przy źródełku na to błogosławieństwo. Inna z widzących oświadczyła dodatkowo, że na wieczorny Różaniec Św. mają przybyć dopiero po godzinie 20, a nie jak zwykle w ostatnich dniach o 19, co było naturalnym następstwem pierwszego polecenia Matki Bożej.
Osoby uczestniczące w przesłuchiwaniu wizjonerek po tym objawieniu, m.in. komisarz biskupi ks. Hipler, ks. proboszcz Weichsel, kapelan biskupi ks. Loeffler, a także dopuszczony tego dnia do uczestnictwa w tych przesłuchaniach przedstawiciel redakcji "Pielgrzyma", były na początku zaskoczone poleceniem Matki Bożej, żeby tylko niewielka grupa osób, w tajemnicy przed innymi pielgrzymami, uczestniczyła w poświęceniu źródełka. Po bliższym jednak zastanowieniu, zrozumieli racjonalność i sensowność tego nakazu. Gdyby bowiem ta informacja rozeszła się przed czasem wśród zgromadzonych w Gietrzwałdzie, zapewne duża część tego kilkudziesięciotysięcznego tłumu wyruszyłaby do źródełka pod lasem. Przemieszczenie się tak licznego tłumu ludzi poza teren kościoła mogłoby zostać uznane przez władze pruskie za nielegalne zgromadzenie pod gołym niebem, które bez zgody władz i policji nie mogło się odbywać. W konsekwencji mogłoby się to stać pretekstem nawet do zbrojnego wkroczenia policyjnych żandarmów.
Warto tu przypomnieć, że mimo tak licznie zgromadzonych w Gietrzwałdzie ludzi, wszyscy skupiali się na modlitwie i zachowywali się bardzo spokojnie, tak że przez wszystkie dni objawień nie dochodziło praktycznie do żadnych incydentów wymagających interwencji pruskiej policji.
godz.: ok. 19:00
Objawienie: 168 z 185
Miejsce objawienia: przy źródełku
Czas trwania objawienia: ok. 10 min.
-
Widzące: Justyna Szafryńska Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: ks. Augustyn Weichsel (proboszcz) ks. Franz Hipler
Po południu, gdy zbliżała się wyznaczona godzina poświęcenia źródełka, cztery wizjonerki oraz duchowni małymi grupkami opuścili niepostrzeżenie plebanię i udali się na pole pod lasem, gdzie wytryskiwało z ziemi to źródełko. W tym czasie na plebanii osoby wtajemniczone zwodziły ciekawskich dopytujących się o księży i wizjonerki przeciąganym nakrywaniem do kolacji, czy też sugerując ich obecność w zamkniętych pokojach na poddaszu i rzekome przygotowania do wieczornego Różańca Św.
Tymczasem 23 księży (przybyłych z trzech diecezji: warmińskiej, chełmińskiej i gnieźnieńsko-poznańskiej), dziewczynki i kobiety widzące oraz niewielka grupa osób świeckich – łącznie około 50 osób – zgromadzili się około godziny 18:30 przy źródełku. Woda wypływała z ziemi i wąską stróżką wiła się przez pole, więc zgromadzeni rozdzielili się tak, że dziewczęta, kobiety i trzech czy czterech księży znaleźli po jednej stronie tej płynącej stróżki, a pozostałe osoby po stronie przeciwnej. Justyna i Basia klęczały przed starszymi wizjonerkami w taki sposób, że ich nie widziały.
Gdy zegar na wieży kościelnej wybił godzinę siódmą (dziewiętnastą) i równocześnie zadzwoniono na Anioł Pański, osoby znajdujące się przy źródełku uklęknęły i odmówiły najpierw modlitwę Anioł Pański, a zaraz po tym rozpoczęły odmawianie po łacinie Litanii Loretańskiej. Mniej więcej w połowie litanii, najpierw wdowa Bylitewska, zaraz po niej Katarzyna Wieczorkówna, a około minutę później także obie klęczące przed nimi z przodu dziewczynki nagle głęboko się pokłoniły i wpadły w dobrze znany z poprzednich objawień stan zachwycenia. Oczy widzących stały się szeroko otwarte, rysy twarzy zastygły (twarze stawały się jakby martwe, nieobecne), a ręce i ramiona zimne i obwisłe. Wszyscy obecni przy źródełku widzieli to wyraźnie, a niektórzy wykonywali nawet badanie odczuć na rękach i odruchów oczu widzących, które to badania odniosły takie same jak zazwyczaj efekty: brak odczuwania bodźców oraz skupienie wzroku na miejscu objawienia się Matki Bożej.
Zachwycenie widzących nastąpiło tak niespodziewanie, że zaskoczyło obecnych tam kapłanów, którzy w ciszy i z powagą, ale jednocześnie z wzruszeniem i ze łzami w oczach obserwowali wizjonerki.
Po odmówieniu Litanii Loretańskiej jeden z księży zaintonował „Salve Regina”, pierwsze zwrotki pieśni „O Sanctissima“ i w końcu „Magnificat“. Podczas śpiewu tej ostatniej pieśni wszystkie cztery wizjonerki skłoniły się prawie równocześnie po czym wróciły do normalnego stanu odczuwania i kontaktu z otoczeniem.
Komisarz biskupi, ks. Hipler, natychmiast po zakończeniu objawienia, jeszcze przy źródełku przesłuchał osobno wizjonerki w obecności zebranych tam księży. Każda z widzących potwierdziła, że Matka Boża ukazała się jej w takiej jak zwykle postaci, ale tym razem bez towarzystwa aniołów (warto pamiętać, że starsze osoby widziały postać Niepokalanie Poczętej inaczej niż Justyna i Basia). Postać Niepokalanej unosiła się ok. 1 metr (trzy stopy) nad źródełkiem, między dwoma rzędami klęczących, zwrócona bokiem do wizjonerek oraz księży i osób klęczących po obu stronach stróżki wody (do nikogo nie była zwrócona tyłem). Matka Boża spojrzała najpierw na obecnych, później na źródełko, następnie pobłogosławiła prawą ręką zarówno osoby tam obecne, jak i źródełko, po czym powiedziała: „Teraz mogą chorzy brać tę wodę na uzdrowienie" i zapowiedziała „Znowu zaraz przyjdę" (bo niebawem miała się rozpocząć modlitwa różańcowa przy kościele). Obie dziewczynki słyszały też słowa: „Teraz idźcie na cmentarz” (pod klon przy kościele, gdzie zawsze odmawiały Różaniec Św.).
Wszyscy obecni przy błogosławieństwie źródełka byli głęboko wzruszeni relacją wizjonerek. Napili się wody ze źródełka, po czym wrócili wszyscy na plebanię, aby stamtąd wyjść jak zwykle pod klon na wieczorną modlitwę różańcową.
godz.: ok. 21:00
Objawienie: 169 z 185
Miejsce objawienia: na klonie koło kościoła
Czas trwania objawienia: ok. 10 minut
-
Widzące: Justyna Szafryńska Barbara Samulowska
-
Bezpośredni świadkowie: ks. Augustyn Weichsel (proboszcz) ks. Franz Hipler
8 września 1877 roku przybyli do Gietrzwałdu pielgrzymi już od rana gromadzili się wokół klonu i kościoła. Mimo chłodu i padającego deszczu tłum gęstniał podczas całego dnia i przed wieczorną modlitwą różańcową ponad 50 tysięcy pielgrzymów oczekiwało już na zapowiadane ostatnie objawienie Matki Bożej.
Gdy wizjonerki i duchowni wymknęli się niepostrzeżenie na poświęcenie źródełka, w tym samym czasie ludzie zgromadzeni wokół kościoła spokojnie się modlili, śpiewali pieśni religijne i odprawiali nabożeństwa. Pielgrzymi zostali bowiem już wcześniej powiadomieni, że modlitwa różańcowa rozpocznie się o godzinie dwudziestej, a Najświętsza Panna objawi się po raz ostatni o dziewiątej wieczorem.
Samo miejsce objawień zostało udekorowane. Dookoła klonu przymocowano cztery duże kaganki i postawiono utworzony z zieleni łuk tryumfalny, nad którym na klonie zawieszono wielki i piękny lampion w kształcie korony. Nowo zbudowaną, ale pustą jeszcze kapliczkę także przystrojono wieńcami i lampionami, a wokół kościoła na cmentarzu od drzewa do drzewa poprzeciągano długie wieńce i porozwieszano piękne latarnie. O godzinie mniej więcej wpół do ósmej, gdy zapadał już wieczór, pozapalano kaganki i lampiony przy klonie oraz kolorowe latarnie porozwieszane na drzewach. Najpierw gdzieniegdzie zabłysły pojedyncze światełka gromnic zapalanych przez pielgrzymów, po chwili tych zapalanych jedna od drugiej świec zaczęło przybywać, aż wreszcie cała góra kościelna, a także okoliczne drogi i pola, rozświetliły się morzem świateł gromnicznych. Był to wspaniały i zachwycający widok: blask tylu tysięcy świateł prześlicznie złocił mury, wieżę i dach kościoła, przyległej plebanii i pobliskich zabudowań wiejskich oraz rosnące wokół drzewa i krzewy. Niestety wkrótce potem z powodu wiatru i deszczu znaczna część tych świateł przygasała, jednak pielgrzymi starali się zgaszone świece jak najszybciej na nowo rozpalać.
W tym czasie grała kapela kościelna, a wielotysięczny tłum zgodnie śpiewał pieśni na cześć Boga i Maryi Panny poruszające serca zgromadzonych (śpiewano np. "Pozdrowiona bądź, Królowo").
Gdy wizjonerki razem z księżmi wrócili znad źródełka na plebanię była już godzina 20. Zapalili więc wszyscy świece i w procesji wyszli jak zwykle z plebanii, na przykościelny cmentarz na odmówienie wieczornej części Różańca Świętego. Cztery widzące, torując sobie drogę między stojącymi ciasno pielgrzymami przeciskały się na swoje miejsca, jednak ostatecznie zostały od siebie oddzielone. Justyna i Barbara znalazły się tam gdzie zawsze: przy jednym z grobów pod klonem, a Wieczorkówna i wdowa Bilitewska klęczały w dość dużej odległości od dziewczynek: z tyłu, blisko wschodniego szczytu kościoła.
Około wpół do dziewiątej, kiedy dziewczynki były już pod klonem, ucichły śpiewy oraz szmery rozmów. Anna Maternowa, która zwykle przewodniczyła modlitwom wstępnym i tym razie je poprowadziła. Następnie jeden z kapłanów pilnujący nabożeństwa przemówił do zgromadzonych objaśniając przebieg objawienia i kolejność modlitw (robiono tak od pewnego czasu przed każdą z trzech codziennych wspólnych modlitw różańcowych, aby pielgrzymi wiedzieli jak mają się zachowywać). Kapłan powiedział, że gdy zebrani usłyszą pierwszy raz dźwięk trąbki (zazwyczaj używano do tego dzwonka, ale tego wieczoru ze względu na licznie zgromadzonych ludzi użyto donośniejszej trąbki) będzie to znak, że Najświętsza Maryja Panna ukazała się widzącym - wtedy mają wszyscy oddać jej hołd poprzez uklęknięcie. Gdy trąbka zabrzmi po raz drugi, będzie to oznaczało moment błogosławieństwa udzielanego przez Matkę Bożą - zgromadzeni mają się w tym momencie pochylić do błogosławieństwa. Gdy trąbka odezwie się trzeci raz, będzie to oznaczało, że Niepokalanie Poczęta znikła z oczu widzących, objawienie się zakończyło, a wizjonerki powracają ze stanu zachwycenia. Kapłan przypomniał także wszystkim, że według wyraźnego oświadczenia Matki Bożej, jakie otrzymały widzące, błogosławieństwa nie otrzymają osoby, które nie będą klęczały podczas odmawiania Różańca Św. i nie będą skupione na modlitwie (przyjdą z ciekawości, dla widowiska i nie oddadzą Niepokalanie Poczętej należnej jej czci).
Po tym zwyczajowym objaśnieniu i napomnieniu pielgrzymów kapłan uroczystym głosem opowiedział o pobłogosławieniu przez Matkę Bożą źródełka i ogłosił, że od momentu tego błogosławieństwa źródełko ma moc uzdrawiającą dla wszystkich, którzy żywą wiarą oraz pobożną modlitwą zasłużą na łaskę uzdrowienia. Ta ogłoszona niespodziewana, radosna nowina wywołała oczywiste poruszenie i krótkotrwały szmer wśród zgromadzonych, który jednak szybko ucichł, bo kapłan zaraz po tym ogłoszeniu rozpoczął chwalebną część Różańca Świętego, którą już dalej jak zwykle odmawiały głośno dzieci szkolne. Pielgrzymi będący pod wielkim wrażeniem tego, co przed chwilą kapłan im oznajmił z jeszcze większą ufnością, w ciszy i w wielkim modlitewnym skupieniu uczestniczyli w modlitwie różańcowej. Wśród wielotysięcznego tłumu słychać było tylko głosy modlących się dzieci.
Jak zwykle na początku odmawiania drugiej tajemnicy Różańca Św. widzące jednocześnie pokłoniły się głęboko i wpadły w stan zachwycenia, co oznaczało ukazanie się im Matki Bożej i co zostało zgromadzonym zakomunikowane pierwszym sygnałem trąbki. Podczas objawienia Niepokalanie Poczęta pocieszyła Justynę i Basię, które cały dzień chodziły smutne wiedząc, że objawienia się kończą i już Jej więcej nie zobaczą. Matka Boża powiedziała do dziewczynek: „Nie smućcie się, bo ja zawsze u was będę”. Wdowa Bylitewska zapytała "czy Najświętsza Panna i później jeszcze pokazywać się będzie?" i otrzymała odpowiedź: „Będę i to w uroczystość Porcyunkuli, w Wniebowzięcie Najświętszej Panny i Narodzenie Matki Boskiej, a prócz tego w tych dniach, w których figura tu będzie ustawiona”. Katarzyna Wieczorkówna podczas wieczornego objawienia nie słyszała już żadnych słów Maryi, lecz widziała tylko, jak Matka Boża unosząc się coraz wyżej, błogosławiła zgromadzonych. Błogosławieństwo nastąpiło podczas odmawiania trzeciej tajemnicy i gdy wizjonerki robiły znak krzyża i pochylały się głęboko, jednocześnie drugi sygnał trąbki powiadomił o tym zebranych pielgrzymów, którzy również pokłonili się na to błogosławieństwo.
Chwilę później, w momencie gdy Matka Boża znikała widzącym sprzed oczu, a te głęboko się kłaniały, co zostało ogłoszone trzecim sygnałem trąbki, ciszę panującą do tej chwili zaczęły przerywać podnoszące się w różnych miejscach zgromadzonego tłumu i nasilające się przeraźliwe krzyki, płacze i lamenty. Słyszano ustawiczne i coraz głośniejsze wołanie: „O Matko Boska módl się za nami”, a uczucia niepokoju i trwogi ogarnęły całe to liczne zgromadzenie. Według wielu relacji zerwał się także w tym momencie dość gwałtowny, szumiący i targający drzewa oraz chorągwie wiatr.
Wiele osób, aby siebie i stojących obok uspokoić, zaczęło razem z dziećmi głośno odmawiać Różaniec Św. lecz głosy przerażenia rozbrzmiewające z różnym natężeniem i w różnych miejscach wśród tłumu cały czas się pojawiały. Powodowało to także ogólny gwar spowodowany wzajemnym dopytywaniem się zgromadzonych o przyczynę tego niepokoju i w efekcie ciągłe przerywanie dalszej części nabożeństwa. Gdy wreszcie skończono odmawiać Różaniec, Litanię Loretańską i pozostałe modlitwy kończące całe nabożeństwo jeden z księży powiedział do zebranych kilka uspokajających słów i zaintonował po polsku "Witaj Królowo", którą to pieśń cały tłum szybko podjął i harmonijnie głośno odśpiewał.
Gdy po zakończeniu śpiewu zgromadzeni odetchnęli z ulgą, a uczucia niepokoju i strachu ustąpiły, pielgrzymi pytali siebie nawzajem co było powodem tych krzyków i powszechnego odczucia niepokoju. Relacje obecny były przeróżne: jedni widzieli świetlistą postać na klonie lub gwiazdę przemieszczającą się od klonu do wioski, inni słyszeli nieludzkie ryki i szczęk broni jakby w trakcie walki, jeszcze inni lecącą kulę ognia. Byli także i tacy którzy twierdzili, że widzieli straszne postacie bądź diabła, które chciały porwać ich lub stojące obok osoby. Jedno jest pewne, że 8 września 1877 roku wieczorne nabożeństwo zakończyła się trudnymi do wytłumaczenia i opisania zjawiskami, które najpierw bardzo mocno zaniepokoiły zgromadzonych, w końcu jednak ustąpiły w trakcie zgodnego i głośnego śpiewu na cześć Matki Bożej. Dzięki temu uspokojeniu nie doszło ani do ataku paniki, ani gwałtownego przemieszczania się tłumu i nikt z obecnych nie ucierpiał.
Wreszcie gdy było już po godzinie 21 zgromadzeni na przykościelnym cmentarzu zaczęli się spokojnie rozchodzić. Później, już po dziesiątej wieczorem, pozostałych pod klonem i kościołem pielgrzymów wypraszali żandarmi.
Tego wieczoru duchowni jeszcze do godziny 23 zajęci byli spisywaniem protokołów z wydarzeń, które na zakończenie objawień w Gietrzwałdzie miały miejsce.
Około północy ponownie zerwał się mocny wiatr i zaczął padać silny deszcz. Wtedy nagle z okropnym trzaskiem złamał się jeden z dwóch pozostałych, skierowanych do góry, grubych konarów klonu, na którym objawiała się Matka Boża, i z wielkim pędem spadł na świeżo wybudowaną kapliczkę. Siła tego uderzenia była na tyle duża, że nie tylko zgiął się żelazny krzyż umieszczany na szczycie, ale także cegły kapliczki w wielu miejscach zostały obluzowane.
Konar miał w miejscu, w którym się złamał, średnicę blisko 17 cm (ćwierć łokcia), był w tym miejscu zupełnie zdrowy, a miejsce to wydawało się bardziej rozerwane niż złamane. Z sąsiednich drzew stojących obok żadne nie zostało uszkodzone i nawet żadna uschła gałąź
z tych drzew nie została utrącona. Ludzie obecni przy tym zdarzeniu struchleli, ale nikt nie potrafił wytłumaczyć jak w tamtych okolicznościach konar klonu się złamał. Wszyscy też uważali to za zrządzenie Boże, że konar nie upadł 3 lub 4 godziny wcześniej, bo wtedy przy zgromadzonych licznie pielgrzymach nie obeszłoby się bez jakiegoś nieszczęśliwego wypadku.
Zresztą obecni pielgrzymi nie zamierzali nie skorzystać z nadarzającej się okazji i od razu rzucili się na odłamany konar. W niecałe 15 minut porąbali gałąź na drobniutkie kawałki, które następnie w tysiącach porozdzielano wśród obecnych w Gietrzwałdzie jako pamiątkę odbytej pielgrzymki oraz jako symbol Niepokalanej czystości Najświętszej Maryi Panny (symbolizowanej jasnym kolorem drzewa klonu).
Noc po tym wieczorze, podczas której wielu pielgrzymów rozpoczęło wędrówkę powrotną do swoich domów, była dokuczliwie chłodna i niespokojna, bo wiatr wiejący z dużą prędkością co jakiś czas nawiewał deszczowe chmury, a lejące strugi deszczu przeplatały się z gwieździstym niebem.
Tak zakończył się wieczór 8 września 1877 roku, którego to dnia miał koniec ciąg codziennych objawień trwających od 27 czerwca. Jednak zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej z tego dnia, nie były to jeszcze ostatnie objawienia w Gietrzwałdzie.